Rok temu przygotowywałam się do swojego ślubu

Pozostał do niego miesiąc – to wystarczająco dużo czasu, żeby odczuwać coraz większe zniecierpliwienie pomieszane z radosnym wyczekiwaniem. Równocześnie na tyle mało, żeby się coraz bardziej denerwować i martwić tym, co może pójść nie tak.

W tym roku dziękuję losowi, że mój ślub odbył się bez przeszkód. Że w ogóle się odbył.

Martwiłam się o naprawdę przeróżne rzeczy. 

Że któryś z usługodawców nawali i skończę bez fotografa, DJa, tortu czy czegokolwiek innego. 

Że w urzędzie coś źle zapisali i okaże się, że nie udzielą nam ślubu. 

Że zapomnieliśmy o czymś bardzo ważnym i przypomnimy sobie o tym za późno. 

Że coś będzie nie w porządku z salą: wybuchnie pożar, właściciele zamkną działalność, albo może w dniu ślubu padnie prąd, a DJ zgodnie z zapisami umowy odmówi podłączenia swojego sprzętu do agregatu i będziemy siedzieć w ciemności i ciszy. 

Że będzie brzydka pogoda.

Że ktoś z gości bez uprzedzenia nie pojawi się na naszym ślubie.

Że spotkają nas nieprzewidziane wydatki.

Że ktoś niepowołany dostanie się do sejfu z prezentami ślubnymi i nas okradnie.

Że komuś z naszych bliskich stanie się krzywda, będzie miał wypadek lub zachoruje. 

Że któremuś z nas coś się stanie. 

W głowie miałam tysiące czarnych scenariuszy. Ale nigdy, przenigdy nie wisiała nad nami realna groźba, że nasze wesele się nie odbędzie. Wierzyliśmy, że w jakiś sposób rozwiążemy każdy kryzys i wszystko będzie w porządku. Nawet nie przyszło nam do głowy, że moglibyśmy nie mieć na to wpływu.

W tym roku niezliczona ilość par została zmuszona do odwołania lub przełożenia swojej wymarzonej ceremonii przez epidemię koronawirusa. Niektórzy przygotowywali się do tego dnia latami, ostrożnie dobierali właściwą datę, porę roku, może dzień, który z jakichś powodów jest dla nich ważny – rocznica, urodziny, inne ważne wydarzenie. Wiem jaki to stres, nerwy, oraz jaką ekscytację pomieszaną z niepewnością powodują przygotowania. Jednak nie wiem jak to jest dowiedzieć się, że mój ślub się nie odbędzie i nikt nie da mi gwarancji, czy będzie miał szansę się odbyć w terminie, na który go przełożę. 

Marzenia wielu par legły w gruzach. Nie wszyscy odzyskają już zainwestowane pieniądze. Nie wszyscy będą mieli możliwość wzięcia ślub w innym terminie w tym samym miejscu, z tymi samymi usługodawcami, o tej samej porze roku. Niektórzy zrezygnowali z hucznego ślubu i wesela na rzecz skromnej cywilnej ceremonii, bo tak bardzo pragną być już małżeństwem. Niektórzy ciągle nie wiedzą, czy mogą się spokojnie przygotowywać do swojego ślubu, czy będą zmuszeni go odwołać – są to pary z miesięcy letnich, jesiennych, a może nawet z przyszłego roku? Kto to wie, kiedy wszystko wróci do normalności? Niektórym życie obróciło się do góry nogami, ponieważ stracili pracę, źródło dochodów, a wszystkie ich plany rozsypały się w drobny pył.

Było tak blisko, żebyśmy byli jedną z tych par. Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, co może czekać go w życiu. Możesz zaplanować wszystko dokładnie minuta po minucie, mieć wrażenie, że panujesz nad każdym najdrobniejszym szczegółem, a los i tak pokaże Ci środkowy palec, jeśli tylko będzie mieć taki kaprys. 

W takich momentach jak ten zatrzymuję się, zwracam do swojego wnętrza, szukam wdzięczności za to, co dobrego mnie spotkało i ile razy w życiu miałam po prostu szczęście, oraz szukam zrozumienia dla spraw, na które nie mam wpływu. 

Szukam też sposobów na wyrażenie siebie i nadanie sensu temu, co mnie spotyka. Mam więcej czasu dla siebie, i choć mój normalny plan dnia poszedł do kosza, to wciąż staram się (z różnym skutkiem) być aktywna oraz zrobić coś dla siebie i innych. Dlatego zdecydowałam się podążyć za myślą towarzyszącą mi od dłuższego czasu i założyć bloga. Pisać o tym, co mnie boli, co mnie cieszy, wyciągać wnioski ze swoich porażek i dzielić powodzeniami, i może chociaż trochę umilić przez to lub ułatwić życie innym. 

Wiecie co? Miałam wymarzony ślub i wesele. Jesteśmy z mężem szczęśliwi. Moja rodzina i bliscy są cali i zdrowi. Mamy pracę, mamy gdzie mieszkać, mamy oszczędności na koncie. Nie piszę o tym dlatego, żeby się chwalić, ale dlatego że nie wiem, co przyniesie przyszłość. Nie wiem, czy nie zostanę zwolniona z pracy, a może (tfu, tfu) ktoś z moich bliskich ucierpi w jakiś sposób w związku z epidemią. 

Pół roku temu kupiliśmy z mężem działkę, planowaliśmy rozpocząć budowę domu tej wiosny. Nie wiem, czy zaczniemy w terminie. Nie wiem, czy to rozsądne wydawać teraz swoje oszczędności. Nie wiem, czy kiedy wybudujemy tyle ile możemy z naszych pieniędzy i będziemy potrzebować kredytu na dokończenie budowy, otrzymamy go. Nie wiem, co dalej się nam przydarzy. 

Ale dam znać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *