Jak ograniczyliśmy koszty ślubu i wesela? 20 sposobów

Od naszego ślubu i wesela minął już pełny rok. Mąż, jeszcze jako narzeczony, bardzo obawiał się kosztów, które generuje takie przedsięwzięcie, zwłaszcza z uwagi na to, że równocześnie wpadliśmy na pomysł zakupu mieszkania. Mieliśmy dużo obaw związanych z naszymi finansami: czy podołamy, czy wystarczy nam pieniędzy, czy nie robimy głupoty, inwestując oszczędności nie tam, gdzie w tym momencie są nam potrzebne?

Jako że to mi bardziej zależało na ślubie i weselu w takiej formie, na jaką się zdecydowaliśmy, przejęłam na siebie obowiązek opracowania i pilnowania naszego budżetu. Początkowo założyłam na organizację kwotę 30 tysięcy z zapasem – do 35 tysięcy, przy wyprawianiu wesela na ok. 80 osób. Na kilka miesięcy przed ślubem stało się jasne, że przekroczymy tę kwotę, gdyż nie wzięliśmy pod uwagę paru wydatków, więc umówiliśmy się, że na wesele nie wydamy więcej niż 40 tysięcy. Ten cel rzeczywiście udało się nam osiągnąć, choć przyznam, że niektóre pozycje w budżecie radykalnie pocięliśmy. 

Jak udało się nam ograniczyć koszty ślubu i wesela?

1. Ograniczyliśmy listę gości

Ograniczyliśmy listę gości do osób, na których naprawdę nam zależy. Wykreśliliśmy daleką rodzinę, z którą nie utrzymujemy kontaktu, czy odległych znajomych. Skupiliśmy się na tym, żeby zaprosić ludzi naprawdę nam bliskich, w których gronie czujemy się dobrze. Zrezygnowaliśmy z zapraszania dzieci – od razu dodam, ponieważ dzieci na weselu to temat delikatny – względy ekonomiczne nie były jedyną i najważniejszą do tego przesłanką. 

Ostatecznie na naszym weselu bawiliśmy się w 80 osób, tak jak wstępnie założyliśmy. 

2. Nie zapewniliśmy transportu 

Mimo że nasza sala weselna była oddalona o ok 25 km od urzędu, nie zapewniliśmy transportu naszym gościom. Wyszliśmy z założenia, że w dzisiejszych czasach praktycznie każdy porusza się swoim samochodem i upewniliśmy się, że każdy będzie miał jak dotrzeć. W zamian postawiliśmy na noclegi dla wszystkich przy sali, więc goście mogli spokojnie zaparkować, bawić się do rana, zjeść coś w poprawiny i wrócić do domu w dogodnym momencie. Moim zdaniem jeśli zapewniasz nocleg, nie ma potrzeby zapewnić transportu i odwrotnie – jeśli goście muszą wrócić na noc do własnych domów, a sala weselna znajduje się od nich daleko, byłoby miło zapewnić dogodny transport. W naszym przypadku noclegi wychodziły stosunkowo tanio, więc decyzja była prosta.

3. Zrezygnowaliśmy z wynajmu samochodu

Pojechaliśmy własnym samochodem, wypucowanym i skromnie przystrojonym przez świadka kupionymi przeze mnie drobiazgami (naklejka na szybę, tablica rejestracyjna, kolorowe wstążki na klamki). Za to efektem specjalnym, przygotowanym przez naszych znajomych, była obstawa motocyklistów – część z nich gościła na naszym weselu, więc możliwość przebrania się w pokojach przy sali była bardzo ważna. Motocykliści stworzyli dla nas tunel z kasków od wyjścia z urzędu oraz jechali przed naszym samochodem całą drogę na salę. Mieliśmy też wspólne zdjęcie grupowe. W tym przypadku nie do końca było to oszczędnością, ponieważ kupiliśmy dodatkową wódkę do rozdania w podziękowaniach, ale to już jest kwestia priorytetyzowania, o której pisałam we wpisie o tym, jak zaplanować budżet ślubny.

4. Wzięliśmy ślub w urzędzie stanu cywilnego

Nie – podczas podejmowania decyzji o ślubie cywilnym to nie była nasza główna przesłanka, że wychodzi taniej. Zdecydowaliśmy, że nie chcemy ślubu konkordatowego, a zaoszczędzone pieniądze były jedynie następstwem tej decyzji. 

Oczywiście, gdybyśmy zdecydowali się na ślub cywilny w plenerze, co również rozważaliśmy, koszty byłyby większe o dodatkową opłatę za wzięcie ślubu poza urzędem.

Szczerze mówiąc dopiero w momencie, gdy dołączyłam do grupy ślubnej na facebooku, zdałam sobie sprawę z tego, jakich kosztów przypadkiem uniknęliśmy: zaczynając od “co łaska, ale nie mniej niż…”, poprzez dekoracje kościoła, opłaty za zapowiedzi czy nauki przedmałżeńskie, których ceny mogą być naprawdę różne, aż po absolutnie niezrozumiałe dla mnie i dziwne opłaty, takie jak zapłata kościelnemu organiście za to żeby nie grał, jeśli chcemy mieć swoich muzyków, co podobno się zdarza. Z drugiej strony nie każdy ksiądz zażyczy sobie kosmicznej kwoty i znam przypadki, gdzie młoda para za ślub w kościele zapłaciła stosunkowo mało, więc tak naprawdę z wydatkami w tym zakresie może być różnie.

Osobiście doceniam, że w przypadku ślubu cywilnego wszelkie koszty są jasne i można się na nie od razu przygotować. 

5. Znaleźliśmy salę poza miastem

Nasza sala poza miastem charakteryzowała się wiejskim, sielskim klimatem i z miejsca się w niej zakochaliśmy. To znaczy ja się zakochałam. Moja druga połówka, wzruszając ramionami, stwierdziła, że nie wnosi sprzeciwu. 

I choć od wielu lat miałam wizję, że moje wesele będzie mega eleganckie, takie wiecie, ą ę i w ogóle, to jednak okazało się, że można zakochać się od pierwszego wejrzenia we wnętrzu przypominającym stodołę, z przepięknym wysokim sufitem i ciemnobrązowymi belkami. Poza tym wiem, że mój mężczyzna zdecydowanie lepiej czuje się w swobodniejszych klimatach, a ja sama nie mogłam jednoznacznie określić czego chcę, więc właśnie na to postawiliśmy.

Oczywiście nie jest to regułą, że sala poza miastem wyjdzie korzystniej cenowo, ale akurat w naszym przypadku tak było. 

6. Wybraliśmy duet DJ+wodzirej zamiast zespołu

Nad wyborem “DJ czy zespół” nie zastanawialiśmy się ani chwili – jeszcze zanim zaczęliśmy planować wesele uzgodniliśmy, że u nas będzie tylko muzyka w oryginale, bo właśnie taką lubimy. Z reguły DJ wyjdzie taniej niż składający się z kilku osób zespół, choć z tego co się orientuję, niektórzy wcale nie mają cen z dolnej półki.

My dodatkowo zaoszczędziliśmy, ponieważ DJem i wodzirejem byli nasi znajomi, od których dostaliśmy sporą zniżkę. 

7. Zrezygnowaliśmy z kamerzysty

Jeżeli chodzi o kamerzystę, to bardzo długo się wahałam, jaką decyzję podjąć. Mąż był przeciwny, ja z kolei miałam wypisane wszelkie za i przeciw i ciągle do nich wracałam.

Ostatecznie poprosiliśmy znajomego o nagranie kilku filmów, otrzymaliśmy również nagrania od innych gości. Nie jest to profesjonalna wersja i na pewno miło byłoby obejrzeć dopracowany film z wesela, ale nie zdecydowaliśmy się na kamerzystę z kilku powodów, z których najważniejsze to:

  • nie chcieliśmy czuć się skrępowani kamerą, ani nie chcieliśmy, żeby krępowali się nasi goście. Zależało nam na tym, żeby wszystko było jak najbardziej naturalne i spontaniczne, a nie sztuczne i pozowane,
  • mamy takie doświadczenia, że filmów z uroczystości raczej nie oglądamy – gdzieś są, ale szczerze mówiąc nawet nie wiem gdzie. Szkoda nam było wydawać niemałe pieniądze na coś, co do czego nie jesteśmy przekonani.

Nie odpowiem Wam niestety na to, czy warto czy nie warto zrezygnować z kamerzysty, bo jest to bardzo indywidualna decyzja, i również wiąże się z określeniem swoich priorytetów, jeśli chodzi o ślubne wydatki.

8. Nie skorzystaliśmy z oferty sali na wiejski stół

Zorganizowaliśmy wiejski stół samodzielnie. I o ile część sal nie zgodzi się na serwowanie typowo swojskich wyrobów “pana Mietka” w obawie o zdrowie gości weselnych czy wewnętrzne regulacje, o tyle nikt nie powinien kwestionować zakupów ze sklepu mięsnego czy… marketów! Znam osobę, która na swoje wesele zamówiła wszystkie “swojskie” wyroby na stoisku mięsnym w markecie, były do odbioru na konkretny dzień i posiadały pewne pochodzenie, czego wymagała sala weselna, a poza tym smakiem niczym nie odbiegały od “prawdziwie swojskich”. 

My mieliśmy w umowie z salą zapis, że nie odpowiada za wniesione przez nas produkty, właścicielka nie miała w związku z tym obiekcji co do wniesienia przez nas własnych wyrobów: dotyczy to zarówno wiejskiego jak i słodkiego stołu, a także napojów i alkoholu. Część wyrobów na wiejski stół kupiliśmy w markecie, część zamówiliśmy od hobbystycznego rzeźnika, a część zapewniliśmy sami – smalec i ogórki kiszone przygotowała moja mama, bochenki chleba upiekł nasz kolega, pożyczyliśmy beczułkę na cytrynówkę, która okazała się hitem imprezy, a wszelkie nalewki pochodziły z naszej domowej kolekcji.  

Wycena sali obejmowała:

  • stół wiejski (mały) – ok. 12 kg 800 zł – swojski chleb, kaszanka, salceson, pasztet pieczony, swojska kiełbasa, szynka, ogórki kiszone, grzybki marynowane, smalec;
  • stół wiejski (duży) – ok. 25 kg 1400 zł – wszystko co w małym stole plus dodatkowo udziec świński.

Nas zakup/wyrób produktów wyszedł w granicach 400-500 zł. Nieco większym wydatkiem okazała się cytrynówka, której przygotowaliśmy 5 litrów i rozeszła się błyskawicznie. Jak wspomniałam, mieliśmy też inne nalewki z własnych zbiorów. Alkohol nie był jednak częścią oferty sali, więc nawet w przypadku zdecydowania się na zapewnienie wiejskiego stołu przez nich, musielibyśmy ponieść te koszty.

9. Ciasta i tort we własnym zakresie

Postawiliśmy na wypiekany przez gospodynię domową tort w postaci babeczek i górnego piętra złożonego z symbolicznego torcika o średnicy 26 cm. Zamówiliśmy 90 babeczek, połowę jasną – na mące migdałowej, ze skórką z cytrusów i kremem mascarpone/biała czekolada (z takich składników był też torcik). Drugą połowę zamówiliśmy ciemną – w cieście była gorzka czekolada, a krem klasyczny śmietana/mascarpone. Wszystko z dodatkiem truskawek, malin i borówek. Pomysł na wybór dwóch smaków zrodził się, gdy usłyszeliśmy propozycję o mące migdałowej, a moja kuzynka ma dość silną alergię na migdały. Nie chciałam rezygnować z tej opcji, więc poprosiłam o wypiek pół na pół z inną wersją proponowaną przez naszą cukierniczkę. Ostatecznie był to strzał w dziesiątkę, goście mogli wybrać na którą babeczkę mają ochotę, wymieniali się między sobą i testowali który smak lepszy. 

Za tort wraz z dostawą zapłaciliśmy 600 zł. Stelaż na tort wykonał mój ojczym stolarz z płyty, którą posiadał w swoich zbiorach. Reszta tortu trafiła na słodki stół w poprawiny.

Inaczej miała się kwestia ciast. Planowałam zamówić 8 blach u znajomej, która jest znana z przepysznych wypieków, ale gdy pojawił się temat w większym gronie, koleżanki zaczęły proponować jedna przez drugą, jakie ciasto mogą upiec. Ostatecznie podzieliły się między sobą po jedno czy dwa ciasta, my zebraliśmy blachy w piątek wieczorem i zawieźliśmy na salę. Była to jedna z sytuacji, których się kompletnie nie spodziewałam i w których poczułam dobro i wsparcie bliskich osób przy organizacji ślubu, za które jestem niezmiernie wdzięczna.

10. Nie skorzystaliśmy z usług dekoratorskich

W cenie menu mieliśmy na sali pokrowce na krzesła, obrusy i mogliśmy korzystać z dekoracji stałych oraz pozostawionych przez poprzednie pary. Uznaliśmy, że skoro sala ma część stałych dekoracji, a przy tym swój sielski, wiejski urok, nie potrzeba jej zbyt wiele naszych dekoracji i wysiłków, więc damy sobie radę bez usług dekoratorskich.

Już rok przed ślubem wzięłam się za poszukiwanie inspiracji i stopniowe kompletowanie poszczególnych elementów. Wiedziałam, że na naszej sali muszą się znaleźć plastry i pieńki z drewna, słoiczki owinięte jutą i koronką w postaci świeczników i wazonów, dużo świec, dużo zieleni, skromne kwiaty, chorągiewki (proporczyki) jutowe, pomalowane na biało palety itd. 

Najwięcej snu z powiek spędzała mi ścianka za naszym stołem, już po tym jak wybraliśmy salę zostały tam zamontowane na stałe drzwi do obory, które trochę zrujnowały mój pierwotny pomysł i wiele miesięcy zastanawiałam się, czy lepiej je czymś zasłonić, czy wyeksponować. Ostatecznie stworzyłam z przyjaciółkami koła owinięte taśmą florystyczną i przystrojone sztucznymi kwiatami. W nich umieściliśmy na żyłkach wycięte i pomalowane przez narzeczonego inicjały z drewna. Całość miały zdobić kupione przez nas sznury żarówek led, które ostatecznie wylądowały w zupełnie innym miejscu. 

Jako że całą dekorację miałam obmyśloną i przygotowaną, kiedy weszliśmy na salę w środę przed ślubem, żeby zacząć dekorować, wszystko poszło w miarę szybko i sprawnie i do piątku wyrobiliśmy się bez większych problemów. Co prawda przed samym ślubem byłam już trochę przeciążona i zdenerwowana rolą koordynatorki i tego, że wszyscy mnie o wszystko pytają i ciągle czegoś chcą, ale nie żałuję decyzji o samodzielnej dekoracji sali. Wręcz jestem z tego wyboru bardzo zadowolona i dumna.

11. Nie korzystaliśmy z usług florystki

Jako że wiedziałam dokładnie, jakich kwiatów potrzebuję, a moja mama ma rękę do roślin i nawet przez krótki okres życia pracowała w kwiaciarni, podjęłyśmy decyzję o zamówieniu kwiatów w hurtowni i udekorowaniu sali oraz zrobieniu bukietów samodzielnie. Było to śmiałe posunięcie i gdyby nie rustykalny charakter wesela, mogłoby być ciężko. 

Rośliny które zamówiłyśmy to: róże angielskie, eustoma, frezja, ruskus, eukaliptus i limonium. Porada z mojej strony: eustoma, ruskus i eukaliptus to stosunkowo tanie i dostatecznie imponujące rośliny, żeby kupić je w dużych ilościach i dekorować salę w każdym stylu. Frezja była droga i wzięłyśmy ją tylko do mojego bukietu. W bukiecie miały się znaleźć też piwonie, lecz po usłyszeniu zawrotnej ceny za sztukę w okresie mojego ślubu, zmieniłyśmy zamówienie na róże angielskie, które wychodziły o połowę taniej, a nie ustępowały piwoniom uroku. Oprócz mojego bukietu, znalazły się w bukiecie świadkowej, a kilka niewykorzystanych sztuk umieściłyśmy w bukiecikach rozmieszczonych po sali. Dzięki temu, że przygotowywałyśmy wszystko same, korzystałyśmy z tych samych kwiatów do wszelkich dekoracji i zachowałyśmy ich spójność. Zostawiłyśmy też po eustomie i ucięłyśmy kilka gałązek lawendy do kwiatów do butonierek pana młodego i świadka.

Oprócz kwiatów ciętych zdecydowaliśmy się na lawendę w doniczkach. Cenę zakupu pokryła moja mama, która po weselu zgarnęła lawendę i posadziła w swoim ogrodzie.

Koszt kwiatów ciętych to ok. 400 zł, lawendy ok 150 zł. Do tego drucik florystyczny, taśma florystyczna i kolorowe wstążki. 

12. Instax zamiast fotobudki

Instaxa można wypożyczyć, ale my zdecydowaliśmy się na kupno używanego za 180 zł. Największym kosztem były wkłady – kupiliśmy 120 szt. za łącznie 327 zł. Księga gości, kolorowe długopisy, naklejki, gadżety do zdjęć itp. wyniosły nas ok. 70-80 zł. Wykorzystaliśmy też kartonową ramkę, którą dziewczyny przygotowały na mój wieczór panieński – przemalowaliśmy i dodaliśmy weselny napis oraz gałązki ruskusu. 

Koszt całkowity to ok. 600 zł. Może nie jest to wielka oszczędność, ale Instax został z nami i wykorzystaliśmy go już przy innych okazjach. Była świetna zabawa dla nas i dla gości, mamy przepiękną księgę ozdobioną zdjęciami oraz nasi goście mieli możliwość zrobienia sobie zdjęć na pamiątkę i zabrania ich do domu. Wykonywanie zdjęć nie było ograniczone czasowo i niektórzy robili je także w poprawiny.

13. Niskobudżetowa papeteria

Nasze zaproszenia kosztowały dokładnie 1,50 za sztukę. Były tak tanie, że nie zdecydowaliśmy się na robienie zaproszeń samodzielnie. Drugim powodem było to, że zamawialiśmy je pół roku przed ślubem, kiedy jeszcze nie byłam zdecydowana na tworzenie wielu rzeczy samodzielnie i obawiałam się, że wyjdzie nieprofesjonalnie. 

Koszt zaproszeń razem z przesyłką wyniósł nas 85 zł. Wyszliśmy z założenia, że zaproszenie ma być schludne i przekazać informację o ślubie, a później i tak prawdopodobnie skończy w koszu. 

Nasze zaproszenia powstały na papierze prążkowanym ecru, miały motyw fioletowego bzu. Znalazłam też takie z lawendą – kwiatem który planowałam stawiać w doniczkach na stoły – ale kosztowały 2,50 i wzór był bardziej “ubogi” niż z bzem o pełnych kwiatach. Poza tym kolor się zgadzał. Zaproszenia przewiązane były jutowym sznurkiem, ten motyw planowałam wykorzystać w dekoracjach sali, więc wpasowały się idealnie.

Z kolei co do pozostałej papeterii zrobiłam tak: zamówiłam papier eko oraz sztywniejszy, bardziej ozdobny biały papier i dziurkacz brzegowy z motywem kwiatowym. Z tego powstały winietki, podziękowania dla gości (karteczka z naklejonym Merci), zawieszki na alkohol, plan stołów i kilka innych drobiazgów. Naprawdę, do zrobienia własnej papeterii wystarczy pomysł i poświęcenie trochę czasu. Winietki i zawieszki składaliśmy z narzeczonym wieczorami przy filmach i winku i uważam to za jedne z najlepszych momentów z przedślubnych przygotowań.

14. Używana suknia ślubna

Ok, moja suknia nie była zbyt tania, bo mimo że kupiłam używaną z komisu, wydałam na nią ponad 2 tysiące. Suknia była jednak w idealnym stanie, w cenie miałam gratis wszelkie poprawki, pranie, welon, koło i podwiązkę. Poza tym obszukałam internet: nie spodziewałam się, żeby była na sprzedaż w salonach, bo to model z kolekcji z 2017 roku, Sincerity 3950, a ja kupowałam ją w grudniu 2018. Nie znalazłam jej nawet na żadnej grupie sprzedażowej, co pozwoliło mi myśleć, że będzie wyjątkowa. Podobno w cenie katalogowej kosztowała 4 tysiące. Nie wiem czy to prawda, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia, bo po prostu ją pokochałam.

15. Akcesoria do wykorzystania również na inne okazje

O ile nie oszczędzałam zbytnio przy zakupie butów, narzutki (której nie wykorzystałam ostatecznie w dniu swojego ślubu), sukni na poprawiny czy biżuterii, o tyle kierowałam się ich uniwersalnością. Postawiłam na buty w odcieniu perłowego beżu, które założyłam już przy innych okazjach. Narzutkę i suknię z poprawin kupowałam z myślą o wykorzystaniu ich przy okazji zbliżającego się wesela w rodzinie. Biżuterii też nie kupiłam typowo ślubnej – postawiłam na srebrne kolczyki z perłą, które przydały mi się już przy kilku okazjach. 

Moim zdaniem nie warto wydawać góry pieniędzy na rzeczy, które wykorzystam tylko na jeden raz. Ale gdy są na tyle uniwersalne, że można wykorzystać je ponownie, wtedy cała inwestycja nabiera więcej sensu.

16. Zakup napojów na promocjach i w hurtowni

Wszelkie gazowane napoje oraz soki kupiliśmy na promocji w marketach. Nasze wesele odbyło się pod koniec maja, więc skorzystaliśmy z promocji z okazji świąt wielkanocnych. Jeżeli chodzi o wódkę, to kupiliśmy ją bezpośrednio z hurtowni. Przy większej ilości można wytargować zniżki. Warto też śledzić ceny, bo wiem, że wódkę w dobrej cenie można kupić w Makro czy Selgrosie, a nawet w zwykłych marketach za rogiem. 

Nie jest dobrym pomysłem na czekanie do ostatniej chwili, bo może się okazać, że napoje nie są w dobrej cenie, a potrzeba ich na już. O ile kupowanie alkoholu rok przed ślubem jest już dla mnie przegięciem, o tyle kilka miesięcy czy tygodni wcześniej to czas w sam raz, by uniknąć robienia zakupów w przedślubnej gorączce. Fajnie jest mieć już jak najwięcej odhaczone z listy przed ostatnimi tygodniami, które i bez tego są bardzo intensywne i stresujące.

17. Fizelinowe serwetki

Nie ma sensu kupować materiałowych serwetek. Wychodzą o wiele drożej, poza tym nigdy więcej ich nie wykorzystacie. Z kolei zwykłe papierowe według mnie są nieestetyczne. Serwetki fizelinowe są stosunkowo tanie i prezentują się dostatecznie elegancko. Na nasze wesele zdecydowaliśmy się na serwetki fizelinowe w odcieniu szmaragdowym. Dodam jednak, że na poprawiny rozłożyliśmy już serwetki papierowe w różnych odcieniach fioletu, ponieważ stwierdziliśmy, że jest to już mniej formalna uroczystość i będzie to jak najbardziej wystarczające.

18. Korzystaliśmy z tego, co oferuje sala

Mi od początku nie podobały się pokrowce na krzesła oferowane przez salę, ponieważ były białe w lśniące prążki, a wolałam mieć matowe i jednolite. Na szczęście trafiłam na grupie ślubnej na bardzo mądry komentarz i zdjęcie potwierdzające jego treść – na połowie oparć krzeseł bardzo szybko znajdą się marynarki panów oraz okrycia wierzchnie pań. Czy naprawdę chcę dopłacić za ładniejsze pokrowce po to, żeby były widoczne tylko przy wejściu na salę, a później zasłonięte marynarkami? Odpuściłam sobie ten temat, tak samo jak wchodzenie w kosztowne dekorowanie oparć krzeseł – z tego samego powodu.

I dla zaspokojenia ciekawości – tak, marynarki panów rzeczywiście bardzo szybko zakryły całe pokrowce.

Druga rzecz, którą chciałam zmienić, to obrusy. Nie podobały mi się te zapewniane przez salę i najpierw zaczęłam myśleć jak je zmienić, a później jaki bieżnik dokupić. Zastanawiałam się nad tym bardzo długo, aż na miesiąc przed ślubem okazało się, że sala zainwestowała w nowiutkie drewniane stoły, które nie wymagają zakrywania obrusem. Bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ od dłuższego czasu na mojej liście inspiracji znajdowały się aranżacje takich właśnie surowych stołów. Ostatecznie pokryliśmy je bieżnikiem stworzonym ze starych firanek babci – pomysł powstał bardzo szybko, bardzo szybko został też wykonany i nie kosztował nic oprócz odrobiny pracy przy krochmaleniu, prasowaniu i wycinaniu pożądanych wzorów.

19. Tworzyliśmy zamiast kupować

Po przeczytaniu poprzednich punktów podkreślenie tego może się wydać niepotrzebne, ale chciałam, żeby to wybrzmiało: naprawdę przed zainwestowaniem w mnóstwo kosztownych dekoracji czy dodatków warto zastanowić się, czy nie ma możliwości zrobić ich samodzielnie. Druga kwestia to przeliczenie kosztów i potrzebnego czasu, gdyż nie zawsze samodzielność jest najlepszym wyjściem, i dopiero wtedy podjąć decyzję. 

Prawie zamówiłam plastry drewna. Prawie zamówiłam całą papeterię. Prawie kupiłam kurtynę LED (i chwała za to, że tego nie zrobiłam, bo oprócz kosztów na koniec okazałoby się, że zupełnie nie pasuje do naszej sali). 

Piszę o tym wszystkim, ponieważ czym innym jest samodzielna dekoracja sali, a czym innym jest samodzielna dekoracja sali z elementów wytworzonych przez siebie. Oczywiście nie wszystko da się zrobić samodzielnie, bądź w niektórych przypadkach jest to nieopłacalne. Jednak gdy jedynym przeciw jest obawa że nie wyjdzie albo będzie nieprofesjonalnie, to polecam mimo wszystko spróbować. Efekt może przejść najśmielsze oczekiwania, a duma z dobrze wykonanej pracy będzie nieporównywalna do niczego innego.

20. I naprawdę nie musisz mieć wszystkiego

Na koniec chciałam powtórzyć to, co pisałam już w tekście Jak zaplanować budżet ślubny. To, co jest dobre dla jednej osoby, nie musi być dobre dla Ciebie. Jeśli nie jesteś do czegoś przekonana lub po prostu tego nie chcesz, nie daj sobie wmówić, że musisz to mieć. 

Nie musisz

To jest Wasze wesele i Wasz wybór. Oszczędzajcie na tym, na czym Wam nie zależy, i wydajcie więcej na coś, co jest Waszym priorytetem. My właśnie tak do tego podeszliśmy i dzięki temu udało nam się oszczędnie zorganizować ślub i wesele, bez rezygnowania z najważniejszych dla nas rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *