Dlaczego zdecydowaliśmy się na dwukolorowe obrączki?

Właściwie od zawsze wolałam srebro od złota. Już jako nastolatka czułam, że lepiej współgra z moim typem urody i z osobowością. Złoto wydawało mi się krzykliwe, nachalne, zwracające uwagę, zaś srebro uważałam za subtelniejsze i delikatniejsze. Oczywiście nie miałam wtedy jeszcze pojęcia, jaka jest różnica we właściwościach biżuterii złotej i srebrnej, sugerowałam się jedynie kolorem.

Pamiętam, że pierwszą biżuterią, która zawierała białe złoto, były kolczyki, które otrzymałam w prezencie na osiemnaste urodziny. I z miejsca przepadłam, bo zdałam sobie sprawę z tego, że białe złoto naprawdę istnieje (wow, co za odkrycie), jest piękniejsze i zdecydowanie trwalsze od srebra. Biorąc pod uwagę moją trwającą niechęć do intensywnie żółtego złota, białe złoto stało się moim najlepszym przyjacielem i wymarzoną biżuterią ślubną. 

Z biegiem lat moja antypatia do żółtego złota zmalała, zwłaszcza w przypadku biżuterii o delikatnym wzorze, lecz co do pierścionków moje zdanie pozostało niezmienne.

Pierścionek zaręczynowy z białego złota

Dość szybko oznajmiłam mojemu partnerowi, że preferuję biżuterię z białego złota, i jeżeli kiedykolwiek będzie chciał mi się oświadczyć, to sorry, ale poproszę pierścionek z białego złota. Na tym etapie nie wyobrażałam sobie nosić do końca życia standardowego, tradycyjnego pierścionka z żółtego złota z mocno wystającym diamentem. Tak bardzo przerażała mnie myśl o niewspółgrającej z moim poczuciem estetyki biżuterii, że przy każdej możliwej okazji zaznaczałam, iż marzy mi się pierścionek subtelny i nierzucający się zbytnio w oczy. Ostatecznie moja druga połówka spisała się na medal, i stałam się dumną posiadaczką wymarzonego pierścionka. Jednak o ile w przypadku pierścionka zaręczynowego wybór białego złota był dla mnie oczywisty, tak później pojawiły się schody.

Jak to nie złota obrączka?

Choć moje preferencje co do pierścionka nie zmieniły się, tak zdałam sobie sprawę z tego, że w mojej głowie bardzo silnie zakorzeniony jest obraz tradycyjnej, złotej obrączki. Ba, coraz bardziej zaczęły mi się podobać zwykłe, żółte krążki, mające za zdobienie jedynie skromne diamentowe oczko. 

Problemem było to, że zależało mi na noszeniu pierścionka i obrączki na jednym palcu. Nie wyobrażałam sobie kontrastu powstałego z połączenia biżuterii w dwóch kolorach. Z tego też powodu zupełnie nie brałam pod uwagę obrączki dwukolorowej – coś mi się w tym wszystkim gryzło. Przecież od zawsze wszyscy mówili, że złota i srebra się nie łączy, prawda?

I mimo że gdzieś z tyłu głowy utkwił mi ten obraz klasycznej złotej obrączki, tak przewijały się w niej również obrazy obrączki z białego złota. Zaczęło się dochodzenie – szukałam znajomych osób, które zdecydowały się na białą obrączkę, sprawdzałam jak wygląda na palcu, pytałam czy są zadowoleni. Przeczesywałam też internet w poszukiwaniu idealnego wzoru. I kiedy już znalazłam kilka inspiracji, pojawiły się kolejne schody, ponieważ okazało się, że:

Mój narzeczony nie wyobraża sobie obrączki innej niż z żółtego złota

Był to jeszcze etap, kiedy nie przyszło mi nawet do głowy, że obrączki kobiety i mężczyzny mogą się między sobą różnić. Zresztą byliśmy zgodni, że jako mąż i żona chcemy mieć ten sam wzór. Tyle że ja obstawiałam przy białym złocie, a moja druga połówka przy żółtym. Nagle okazało się, że narzeczony, któremu “jest obojętne, to tylko kawałek metalu”, ma dużo do powiedzenia, kiedy uświadamia sobie, że będzie ten kawałek metalu nosił na palcu. Codziennie. Przez wiele lat. 

Długo szukaliśmy wzoru, który spodobałby się nam obojgu, oraz jakiegoś sensownego kompromisu. Po przeszukaniu internetów przyszedł czas, kiedy zirytowana brakiem konsensusu walnęłam pięścią w stół i zarządziłam wycieczkę do jubilera, bo tak wirutalnie wybrać to się nie da. Narzeczony marudził, psioczył, że do ślubu jeszcze kilka miesięcy, że mnóstwo czasu, że za szybko, że mam odpuścić. Jednak byłam nieugięta. I choć moim celem było jedynie zrobienie rozeznania, tak wybór padł na pierwsze obrączki, które spodobały się nam obojgu.

Kupiliśmy obrączki dwukolorowe

Kupiliśmy obrączki z żółtego złota, przez których środek biegnie obręcz z białego złota. Były idealnym kompromisem pomiędzy dwoma kolorami, a w jakiś magiczny sposób ich połączenie wydało się nam w porządku – łagodne, niekrzykliwe i akceptowalne. Postanowiliśmy kuć żelazo póki gorące i od razu zamówić komplet, zanim któreś z nas się rozmyśli. I problem z głowy.

Czy to był dobry wybór?

I tak i nie. Bardzo cieszę się z wyboru tego konkretnego wzoru, ponieważ mam możliwość noszenia obrączki z biżuterią zarówno złotą, jak i srebrną. W zależności od tego, z czym jest zestawiona, bardziej “wybija się” kolor biały lub żółty. Nie muszę pilnować, żeby biżuteria pasowała do siebie, tak jak wcześniej zdarzało mi się unikać noszenia złotej bransoletki na ręce, na której nosiłam pierścionek z białego złota. Generalnie jestem zadowolona, ale…

No właśnie, ale. Pojawiło się ich kilka.

Po pierwsze: mąż szybko przestał nosić obrączkę. Ze względu na rodzaj wykonywanej pracy i tak co chwilę ściągał ją z palca i zawieszał na noszonym na co dzień łańcuszku. Po jakimś czasie ewoluowało to w pozostawienie jej na stałe na szyi. Niestety w ten sposób bardzo szybko się zniszczyła. Oddał ją do czyszczenia i naprostowania, ponieważ dodatkowo zrobił z obrączki jajo, kiedy pewnego razu nie zdjął jej z palca na siłowni. Obecnie obrączka leży w domu i mąż zakłada ją od święta. Dlatego argument przy wyborze, dotyczący idealnie pasujących do siebie obrączek, uważam obecnie za niezasadny. Spokojnie każde z nas mogło mieć inną obrączkę, taką jak sobie wymarzy.

Po drugie: żałuję, że nie pomyśleliśmy o obrączkach z innego metalu niż złoto. Co prawda moja sprawuje się dobrze, ale ja wykonuję pracę biurową i pamiętam, by ściągać ją do prac domowych czy ćwiczeń na siłowni. U męża natomiast zdecydowanie lepiej sprawdziłaby się obrączka z materiału wytrzymalszego: tytan, stal, wolfram, może nawet carbon. Właściwie to oboje mogliśmy zdecydować się na tytan. Czemu nie? Po prostu nie zrobiliśmy dobrego researchu i kierowaliśmy się tradycją.

Po trzecie: w ciągu ostatniego roku bardzo zmienił się mój gust, jeśli chodzi o biżuterię. Stałam się bardziej tolerancyjna w przypadku łączenia srebra ze złotem. Przestała mnie ograniczać zasada, by ich ze sobą nie zestawiać, i nie dbam już o to tak bardzo.

Po czwarte: nie zawsze noszę obrączkę i pierścionek razem. Szybko okazało się, że kiedy mam je na jednym palcu, szczególnie w cieplejsze dni, jest to dla niego za dużo – po prostu zaczyna puchnąć. Spokojnie, z rozmiarem obu pierścionków jest wszystko ok, ale najwyraźniej obrączka o szerokości 5mm + 2mm pierścionka to już za dużo. Dlatego zaraz po ślubie przeniosłam pierścionek zaręczynowy na lewą rękę i nie zawsze ma styczność z obrączką. Zaczęłam ponownie nosić je razem dopiero zimą. Argument o pasującym do siebie kolorze pierścionka i obrączki również uważam za nieuzasadniony.

Biorąc to wszystko pod uwagę zachęcam, żebyście kupując obrączki podejmowali przemyślane decyzje i nie skupiali się na zakorzenionych w świadomości wzorcach. Obrączki nie muszą być z żółtego złota, nie muszą nawet być ze złota. Nie muszą być takie same. Weźcie pod uwagę, że to Wy będziecie nosić je na palcach przez długie lata, więc wybierzcie takie, które się Wam podobają, i które wytrzymają próbę czasu. A zakodowanym w głowie modelem, a tym bardziej opinią innych ludzi przy wyborze się nie przejmujcie. Ostatecznie te obrączki zawsze będą jedyne i niepowtarzalne – bo Wasze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *